|
|
| Niepotrzebne klucze, które straciły swoją funkcję i nie mają już czego otwierać - towarzyszą mojej rodzinie, mimo wielokrotnie zmienianych miejsc pobytu, podczas każdej kolejnej dobrowolnej i przymusowej przeprowadzki. Z jakichś irracjonalnych powodów choć pozostawialiśmy domy i mieszkania ze świadomością, że prawdopodobnie nigdy do nich nie wrócimy, zamykaliśmy pieczołowicie drzwi, a klucze zgodnie z utrwalonym codziennością zwyczajem, lądowały w kieszeniach i przenosiły się wraz z nami w nowe miejsca. Teraz wrzucone do pudełka czy woreczka, nanizane na drucik, jako swoista pamiątka stają się zarazem symbolicznym i dosłownym kluczem do przeszłości. Oglądając je ma się wrażenie, że ich zniszczona, pełna śladów używania powierzchnia, jest oryginalnym zapisem dotyku ludzi, którzy ich używali, że w jakiś magiczny, nieracjonalny sposób przybliża ich obecność. Z każdym z kluczy wiążą się historie rodzinne, śmieszne i smutne, zaskakujące i dziwne - takie, jakie pisać potrafi jedynie życie. |
|
|
|